sobota, 18 marca 2017



Premiera mojej najnowszej powieści już 10.05.2017 r.


Jak daleko można się posunąć, by odzyskać utraconą miłość?

Agata nie potrafi pogodzić się z odejściem Alana. Porzuca swoje dotychczasowe życie i postanawia odzyskać ukochanego. Pełna nadziei, chce mu pomóc uporać się z problemami. Nie spodziewa się jednak, że tak trudno odbudować raz utracone zaufanie. I że jej miejsce w sercu Alana zajmuje ktoś, komu trudno będzie dorównać.

Poruszająca opowieść o tym, jak cienka jest granica między obsesją a miłością. I jak łatwo ją przekroczyć.



Agata Przybyłek po raz kolejny udowadnia, że potrafi zarówno bawić, jak i wzruszać. Czytelniczki, które z zachwytem przyjęły jej powieść „Bez Ciebie”, z pewnością polecą również tę subtelną i chwytającą za serce książkę!




niedziela, 29 stycznia 2017

O CZYM TAK NAPRAWDĘ JEST...

... moja najnowsza książka, czyli "Kobiety wzdychają częściej". 



Od premiery minęło już trochę czasu i nie ma dnia, żebym od Was, Drogie Czytelniczki, nie dostała jakiejś wiadomości opisującej Wasze wrażenia i refleksje po lekturze tego tekstu. W większości to bardzo pozytywne słowa, za co raz jeszcze dziękuję, ale pojawiają się też myśli w stylu: Och, jak cudownie byłoby znaleźć się na miejscu Zuzanny i mieć u boku aż trzech mężczyzn, czy: Mój mąż jest taki sam jak Ludwik i podczas lektury nie mogłam przestać się zastanawiać, czy ja nie rzuciłabym go dla przystojnego Mareczka albo oddanego Teodora. Wszystkie te Wasze wiadomości i pojawiające się recenzje sprowokowały mnie do podzielenia się z Wami tym, jaki miałam pomysł na tę książkę (choć pisałam ją w czerwcu 2016 jeszcze to pamiętam) i jak wyglądała praca nad bohaterami za kulisami. "Kobiety wzdychają częściej" powstały w oparciu o jedną z bardzo popularnych w psychologii koncepcji, mianowicie Trójczynnikową koncepcję miłości R. Sternberga. 

Ten oto psycholog stwierdził, że na miłość składają się trzy składniki, komponenty: intymność, namiętność i zaangażowanie. Szczęśliwy, idealny związek charakteryzuje się tym, że występują w nim wszystkie te trzy elementy. Krótko o każdym z nich: 

Intymność to (cytując autora) „pozytywne uczucia i towarzyszące im działania, które wywołują przywiązanie, bliskość i wzajemną zależność partnerów od siebie”. Ja nazwałabym ją taką emocjonalną bliskością, braterstwem dusz, współbrzmieniem. Składają się na nią: pragnienie dbania o dobro partnera, przeżywanie szczęścia w obecności partnera i z jego powodu, szacunek dla partnera, wzajemne zrozumienie, dzielenie się przeżyciami i dobrami, zarówno duchowymi, jak i materialnymi, dawanie i otrzymywanie uczuciowego wsparcia,wymiana intymnych informacji itp.

Z namiętnością wiążą się natomiast silne emocje pozytywne (pożądanie, radość, zachwyt) i negatywne (zazdrość, tęsknota), uwydatnione pobudzenie fizjologiczne oraz chęć ciągłego przebywania z partnerem związana z silną tęsknotą w reakcji na jego brak. Za jej przejawy uznaje się poszukiwanie fizycznej bliskości, przypływy energii, podniecenie, bicie serca, całowanie, kontakty seksualne itp. Ważną cechą namiętność jest fakt, że jej intensywność szybko osiąga szczytowe natężenie, a potem szybko opada i pozostaje po niej silna tęsknota za partnerem. Sternberg twierdzi, że „namiętność jest ponadto uczuciem z natury swej nierealistycznym, wymaga absolutnego uwielbienia partnera”, a jej istotą jest zaborczość i zachłanność. 

Trzecim komponentem jest zaangażowanie, będące niczym innym jak świadomą decyzją, że chce się związać z partnerem na dłuższy czas oraz podtrzymywać tę miłość choć będzie to się wiązało  z licznymi kompromisami, a czasem także wyrzeczeniami. Zaangażowanie to najbardziej racjonalny komponent, który jest swego rodzaju gwarancją chęci inwestycji w związek. 

Jak jednak powszechnie wiadomo, na świecie mało jest ideałów, dlatego nie wszystkie związki charakteryzują się wszystkimi wymienionymi wyżej komponentami. (Smutne, ale prawdziwe.) 

W pewnym momencie zaczęłam zastanawiać się, co by było, gdyby każdy z nich ulokować w innej osobie i postawić kogoś w sytuacji wyboru. Co okazałoby się najbardziej istotne w związku? Intymność, namiętność czy zaangażowanie? Raczej mało etycznym byłoby eksperymentowanie na ludziach, dlatego przeniosłam ten dylemat na karty powieści. Biednej Zuzannie przyszło więc zamieszkać pod jednym dachem z mężem, pociągającym wuefistą oraz byłym narzeczonym, a każdy z nich jest uosobieniem innego ze składników miłości z koncepcji Sternberga. Robi się ciekawie, prawda? 

Jakiego wyboru dokona Zuzanna? I który z nich okaże się dla niej najważniejszy? Cóż, tego nie zdradzę. Zachęcam jednak do lektury i zastanawiania się nad odpowiedzią na te pytanie. :) 

piątek, 30 grudnia 2016

Garść refleksji....

   ... z powodu kończącego się roku. 
  Zastanawiam się od czego zacząć i chyba rozpocznę stwierdzeniem, że kończę ten uciekający rok refleksją, że mam w życiu fajny czas. Naprawdę. I choć nie znoszę słowa "fajny", to pasuje mi ono tutaj idealnie. Tak się złożyło, że ostatnio miałam przyjemność rozmawiać z wieloma znajomymi, z którymi nie widziałam się od lat, i wiele z tych osób pytało co u mnie, a mi cisnęło się na usta właśnie to zdanie: mam teraz w życiu fajny czas. 

  Podtrzymuję to. Jestem spełnionym człowiekiem i oby ten stan trwał również w nadchodzącym roku. Otaczają mnie życzliwi ludzie, robię to, co kocham najbardziej i naprawdę nie wiem, czego mogłabym życzyć sobie więcej. (Poza, oczywiście, księciem z bajki.) 



Garść podsumowań

  Rok 2016 to był cudowny czas. Do Waszych rąk trafiły aż cztery moje książki, a napisałam sześć. No, prawie siedem. Każda z nich jest historią o szczęśliwej, bądź mniej szczęśliwej miłości i wierzcie mi, że w każdą włożyłam ogrom pracy, a przede wszystkim serca. Dokształcałam się z wielu obcych mi do tej pory tematów, a historia w mojej wyszukiwarce nie jednego przyprawiłaby o stan przedzawałowy, w końcu nie każda młoda kobieta wpisuje w google hasła w stylu: gdzie można w Gdańsku oddać niechciane dziecko. Ale, słowo, to było mi potrzebne tylko do książki. 
  Miałam też przyjemność uczestniczyć w wielu fantastycznych spotkaniach autorskich, (najmilej wspominam Lato z Książką w Łebie, ale każde było niesamowite), wyjątkowej sesji zdjęciowej i poznać cudownych ludzi zakochanych w książkach nie mniej, niż ja. Po każdym z nich coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że stwierdzenie, iż Polacy nie czytają książek jest mitem i to dodawało oraz dodaje mi skrzydeł. Tak samo, jak każde dobre słowo od Was, za które serdecznie dziękuję. Moja praca bez Was nie miałaby sensu. (Szczególnie dziękuję za wszystkie wspaniałe wiadomości wysyłane po lekturze "Bez ciebie". To ważna dla mnie historia i jestem mile zaskoczona, że tak bardzo poruszyła Wasze serca. Wasze wiadomości utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto pisać nie tylko o tym, co w życiu zabawne i różowe, ale też o tej szarej, czasem okrutnej rzeczywistości. To było mi bardzo potrzebne.)
  Pragnę w tym miejscu podziękować również całemu zespołowi Czwartej Strony, a przede wszystkim osobom, z którymi mam żywy kontakt. To dzięki pracy tych osób moje książki mogą cieszyć oko Was, Czytelników oraz mnie, autorki, która czasem ma już tych swoich tekstów po dziurki w nosie. Atmosfera pracy jest szalenie ważna, a ja otwierając każdą wiadomość z wydawnictwa szeroko się uśmiecham. No dobrze, może poza tymi z plikiem w trakcie redakcji. Ale przecież nie może być za pięknie. 
 A'propos redakcji: moimi ulubionym błędami, jakie popełniłam w mijającym roku były frazy: założyła głowę na kaptur oraz ptaki latały jej nad głowami. Ale każdemu się zdarza, prawda? 
Niezmiennie dziękuję też wszystkim moim bliskim: rodzinie, przyjaciołom, znajomym, którzy wspierają mnie w tym co robię i całkiem nieźle znoszą moje okresowe nieobecności w rzeczywistości oraz różne dziwactwa. Życie z pisarzem musi być trudne. Mam tego świadomość. 

Garść zapowiedzi
  Jeżeli chodzi o rok 2017, to staram się nie czynić zbyt wielu planów, bo życie i tak je zweryfikuje. Na pewno jednak do Waszych rąk trafią moje kolejne książki (w tym następne dwa tomy trylogii o Zuzannie - to wiadomość dla wszystkich fanek "Takie rzeczy tylko z mężem"), ale będzie też parę niespodzianek. Mam nadzieję, że odbierzecie je pozytywnie :)  
 Zamierzam też nadal sporo pisać, mój kalendarz już teraz pęka w szwach, ale to dobra wiadomość. Nie ma nic gorszego od nudy i bezproduktywności. Po głowie plączą mi się już kolejne historie i tylko czekam, aż będę miała trochę wolnego czasu by przelać je na papier. 
 A jak zacznę ten rok? 11 stycznia premiera "Kobiety wzdychają częściej", której już nie mogę się doczekać, potem czeka mnie redakcja kolejnej książki połączona z nauką do egzaminów, bo zbliża mi się sesja, a po sesji zamierzam wyjechać na prawdziwe ferie bez laptopa i z wyłączonym telefonem. 

 Wam natomiast życzę wszystkiego dobrego w zbliżającym się roku. Oby był tak samo dobry, jak poprzedni, a nawet i lepszy. Spełnienia marzeń! 

czwartek, 1 grudnia 2016

No i mamy grudzień...

Nie wiem jak Wam, ale mnie czas ucieka stanowczo zbyt szybko. Dopiero co był wrzesień, a tu budzę się rano i widzę w kalendarzu pierwszy grudnia. Nie wiem, jak to się dzieje. Życie pędzi przed siebie w szaleńczym tempie. Zostały mi już tylko trzy tygodnie do powrotu do domu na święta. A wcześniej jeszcze tyle musi się zdarzyć! I tyle muszę napisać! 

Grudzień to będzie u mnie zabiegany miesiąc. Czeka mnie sporo wyjazdów, w tym na spotkanie autorskie z młodzieżą w bibliotece w Żurominie, do której zawsze przyjeżdżam z radością i sentymentem oraz wizyta u wydawcy. Mam też na głowie kilka spraw związanych ze studiami, trzymajcie kciuki, żeby wszystko poszło bezproblemowo i dobrze. Obym tylko wykrzesała w chwilach wytchnienia trochę czasu na pisanie.

No właśnie, podpytujecie mnie ostatnio, co piszę. Otóż pracuję nad kolejną komedią i od razu mówię, że nie jest to III część trylogii o Zuzannie. Ta jest już dawno napisana i trafi w Wasze ręce w 2017 roku Podobnie, jak i "Kobiety wzdychają częściej" - druga część, której premiera już 11 stycznia. Czyli trochę za ponad miesiąc. Powoli zbliża się też czas redakcji kolejnej książki, więc jak zawsze na płaszczyźnie literackiej sporo się u mnie dzieje. Umilam sobie ten czas wieczornym piciem herbaty z cytryną, pomarańczą i goździkami, dzięki której ciemność za oknem nie jest aż taka straszna, jakby się mogło wydawać. Co prawda w Gdańsku mogę jedynie pomarzyć o kominku z poniższego zdjęcia, ale zastępuję go takim małym do topienia zapachowych wosków. Też jest przyjemnie. A co u Was? Wam też czas tak szybko ucieka? I jakie macie plany na grudzień, poza wyszukiwaniem prezentów? Dajcie znać w komentarzach albo na Facebooku, jestem bardzo ciekawa.  :)